Nowi orędownicy w Świątyni Opatrzności Bożej
7 czerwca do grona błogosławionych czczonych w wilanowskim Sanktuarium dołączą dwie niezwykłe osoby: siostra Bolesława Lament, założycielka Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny, oraz ksiądz Józef Stanek, pallotyn, męczennik drugiej wojny światowej.
Ich życie to świadectwo zaufania Bożej Opatrzności w czasach, gdy świat wydawał się o Niej zapominać.
Bolesława Lament urodziła się w 1862 roku w Łowiczu. Dorastała w trudnym czasie zaborów, doświadczyła dwóch wojen i rewolucji bolszewickiej. Dotkliwie odczuła wpływ rusyfikacji i próby wynarodowienia, dostrzegła w tym jednak Boże wezwanie, by umacniać wiarę katolików i budować jedność między zwaśnionymi narodami i wyznaniami. W tym celu założyła Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny, do dziś zaś czczona jest jako patronka jedności Kościoła, osób poszukujących drogi życiowej oraz rodzin w trudnej sytuacji. Tegoroczne hasło Święta Dziękczynienia, skupione wokół wdzięczności za świadectwo wiary, w pełni odzwierciedla jej ideały. Błogosławiona Bolesława widziała brata w każdym człowieku, dlatego angażowała się w pomoc ubogim i pokrzywdzonym. Podejmowała też działalność oświatowo-wychowawczą. W historii zapisała się jako osoba niosąca nadzieję, pocieszenie i pojednanie międzyludzkie. Strapionych umacniała słowami: „Jesteśmy w ręku Boga, który jest Panem wszystkich mocarzy tej ziemi, toteż nie obawiajmy się niczego, jak tylko grzechu”.
Z pomocą innym spieszył także ksiądz Józef Stanek, pallotyn, działający w konspiracji pod pseudonimem „Rudy”. Podczas Powstania Warszawskiego był kapelanem na Czerniakowie. Choć miał szansę przepłynąć na drugi brzeg Wisły i uratować swoje życie, świadomie z tego zrezygnował. Chciał do końca towarzyszyć rannym żołnierzom i cywilom, nieść im pociechę i udzielać sakramentów w samym środku piekła walk na Powiślu. Jego męczeństwo to wstrząsający obraz nadludzkiej odwagi w obliczu barbarzyńskiej nienawiści. Kiedy hitlerowcy prowadzili księdza Józefa na szubienicę, ani na chwilę nie przestał być duszpasterzem. Z pętlą na szyi, zawiązaną na kapłańskiej stule, zdążył pobłogosławić współwięźniów i oprawców, czyniąc znak krzyża. Do ostatniego tchnienia pozostał przepełniony wdzięcznością za godność kapłaństwa. Z tego powodu czcimy go przede wszystkim jako patrona kapelanów wojskowych. Przewodzi też osobom niosącym pomoc w sytuacjach ekstremalnych i młodzieży szukającej autorytetów. Ksiądz Józef pokazał, że największym darem, jaki możemy ofiarować Bogu i drugiemu człowiekowi, jest nasza bezwarunkowa obecność, poświęcenie do końca.

