Czy Opatrzność Boża rządzi moim życiem i losami świata?
To temat wykładu i spotkania autorskiego z ks. prof. dr hab. Tomaszem Stępniem z okazji ukazania się książki pt. „The Idea of Divine Providence in Ancient Thought“. Publikacja ta jest tłumaczeniem na język angielski poprawionej i uzupełnionej wersji książki pt. „Porządek i miłość. Koncepcja opatrzności Bożej w myśli starożytnej“, która ukazała się w 2019 r. nakładem Wydawnictwa Teologia Polityczna.
Poniżej publikujemy prelekcję ks. prof. dr hab. Tomasza Stępnia wygłoszoną 18 czerwca 2026 w siedzibie Centrum Opatrzności Bożej:
Chrześcijaństwo odkryło w starożytnym pojęciu zupełnie nową treść
Do napisania tej książki skłoniło mnie przede wszystkim to, co zauważyłem w tekstach, mianowicie, że jest zasadnicza różnica pomiędzy postrzeganiem opatrzności w myśli starożytnej, chrześcijańskiej i pogańskiej. Ciekawe, że opatrzność Boża to jest zagadnienie, które jest ciągle obecne w całej myśli starożytnej od jej początku aż do jej końca, ale w momencie, kiedy chrześcijaństwo wchodzi w świat starożytny i starożytną kulturę, wprowadza nową treść do tego starego pojęcia, które jest jakby podjęte z greckiej myśli i rozwinięte.
Grecy nie wierzyli w chaos – świat musiał mieć sens i cel
Zacząłem szukać początków tego problemu aż w najstarszej literaturze greckiej. Już u Homera, Hezjoda, mamy takie przekonanie, że życie ludzkie musi mieć jakiś porządek. W tym sensie, że jeśli w moim życiu wszystkie wydarzenia są chaotyczne, to nie ma możliwości w żaden sposób stwierdzić, że to życie ma jakiś cel. Jeśli ja żyję po coś, to celowość sama w sobie już nadaje życiu jakieś uporządkowanie, także wydarzenia, które następują po sobie muszą mieć przynajmniej w jakiejś części pewną logikę.
No i oczywiście kolejna rzecz, która dla Greków była oczywista, że jeśli życie nasze nie ma celu i jeśli jest chaosem to nie ma także sprawiedliwości. Bo świat chaotyczny to świat, w którym występni triumfują, niewinni giną bez powodu, a to było całkowicie obce greckiej umysłowości. Ten problem odpłaty i losu, który jakby zwraca się sprawiedliwie przeciwko tym, którzy czynią zło, to jest coś, co w greckiej literaturze się pojawia bardzo wcześnie.
Los człowieka pod okiem bogów
U Hezjoda to widać choćby w tym, że Dike, czyli sprawiedliwość, jest u tronu Zeusa i po prostu ta koncepcja porządku ludzkiego życia, także dotyczy porządku sprawiedliwości. To nie jest tylko porządek losu, ale te dwa aspekty są ze sobą bardzo mocno związane. Grecy nawet mieli przekonanie, które u Homera jest szczególnie bardzo mocno obecne, że jeśli w moim życiu jest tak, że bogowie nim kierują, to choćby czynili to dla jakichś kaprysów, to znaczy, że jednak w pewien sposób staje się ono celowe. Widać to w wątku Agamemnona, któremu bóstwo zsyła „ate”, czyli szał czy nieświadomość. Agamememnon mówi, że działał tak, a nie inaczej dlatego, że bogowie mu tak kazali i robił to w sposób nieświadomy. Czyli wszystko jest kierowane przez bogów i ma swój cel, nawet jeśli bogowie robią to dla własnego kaprysu i kierują człowiekiem niejako automatycznie.
Od porządku ludzkiego losu do porządku całego kosmosu
Kolejny etap, który też widać już w literaturze przedfilozoficznej i a potem powstających równolegle do dziełach filozofów. Jest to rytm narodzin i śmierci i porządek natury, co jest widoczne w tragediach Eurypidesa. Z ułożenia pewnych wydarzeń w życiu, które są takie dlatego, że bogowie je tak układają, albo że jest jakaś odpłata sprawiedliwości, myśl grecka przechodzi do porządku natury. U Eurypidesa widać właśnie traktowanie przeciwieństw w naturze jako pewnego naturalnego stanu rzeczy. Aby to pokazać posługiwałem się przede wszystkim dramatem Alcestis, w którym autor posługuje się grą życia i śmierci. Apollo przychodzi do domu Admeta i w podzięce za gościnę mówi, że chociaż Admet ma umrzeć, to jednak zgodzi się na to, czy raczej uzgodni to z losem w taki sposób, że nie umrze, o ile ktoś się zgodzi umrzeć za niego. Taką osobą okazuje się jego żona Alkestis. W ten sposób Eurypides wprowadza grę życia i śmierci. Alkestis jest żywa, ale tak naprawdę martwa, a Admet jest tak naprawdę martwy, ale żywy. Akcja rozwija się zatem tak, że następuje pomieszanie życia i śmierci. Eurypides pokazuje w ten sposób, że ten kto nie zna perspektywy śmierci, też nie wie co to znaczy naprawdę żyć. I taki regularny rytm rodzenia się i przemijania, nie świadczyłby tu o jakiejś obojętności czy okrucieństwie kosmosu, ale o jego regularności i właśnie sprawiedliwości. Wszystko ma swoje miejsce. Tutaj rodzi się powoli właśnie idea porządku. Czyli mamy jakby przejście z porządku losu do porządku kosmosu. Są to dwa najważniejsze etapy wczesnego rozwoju greckiej idei opatrzności.
Platon: prawo państwa odbiciem praw wszechświata
Kolejny etap myśl Platona i Stoików o których krótko teraz chciałem opowiedzieć. Kiedy Platon zaczyna X Księgę „Praw”, to mówi, że nie ma sensu wprowadzanie jakiś praw w państwie, jeśli nie istnieją prawa rządzące kosmosem. Ponieważ prawo w państwie i prawo, które ma rządzić ludzkim losem i ludzkim życiem, jest odbiciem prawa, które istnieje w kosmosie. I dlatego, kiedy atomiści mówią, że świat to przypadkowe zderzenia atomów, które są dziełem ślepego przypadku, a jakieś układy tych atomów czasami tymczasowo są jakoś uporządkowane, Platon się temu przeciwstawia, ponieważ taki wszechświat jest dla niego nie tylko nieuporządkowany, ale jest po prostu bezbożny i zły.
„Timajos” i „Prawa” (księga dziesiąta), to dwa najważniejsze dialogi Platona, dla zrozumienia jego koncepcji opatrzności. Platon zaczyna od tego, że dusza i rozum są pierwsze wobec ciała, niebiosa obracają się w sposób uporządkowany właśnie dlatego, że dusze towarzyszą planetom, a świat jest taki jaki jest, ponieważ boski rzemieślnik (Demiurg z Timajosa) kształtuje świat na wzór wiecznego modelu. Czyli ten porządek świata jest zabezpieczony poprzez to, że jest jakiś twórca, który korzysta z tego wiecznie trwającego ideału. Powtórzmy to jeszcze raz, że dla Platona etyka, czyli filozofia ludzkiego postępowania, nie jest niezależnym pomysłem, opartym jedynie o naturę ludzką, ale jest echem kosmicznej harmonii.
Narodziny idei boga, który troszczy się o swoje dzieło
No i oczywiście jest druga superważna rzecz, którą Platon tutaj dopowiada. Mamy tutaj do czynienia z rzemieślnikiem, który się troszczy o swoje dzieło. Dokładnie w tym miejscu zaczyna się nauka o opatrzności, która jednak jeszcze nie posiada dokładnie sformułowanej nazwy. W jaki sposób Platon to opowiada? Pokazuje, że ponieważ we wszechświecie jest porządek i został on stworzony przez doskonałego rzemieślnika, to ów doskonały rzemieślnik jest kimś, kto nie tylko dobrze coś robi, ale także pilnuje, dogląda swojego dzieła. Można to zilustrować tym, jak funkcjonuje gwarancja jakiejś wyprodukowanej rzeczy. Dobry producent ma obowiązek doglądać, czy ta rzecz dobrze działa w gwarantowanym przez wytwórcę okresie. I co istotne w przypadku myśli Platona, to fakt, że tutaj, rzemieślnik opiekuje się światem z powodu siebie samego. Podobnie jak fabryka, która chce wyglądać dobrze w oczach swoich konsumentów. Producent więc mówi: „my wam dajemy gwarancję, że to będzie działało co najmniej przez jakiś czas”. Podobnie jest w przypadku bogów, którzy także są doskonali i w związku z tym, że tacy są, to robią doskonałe rzeczy, ale także doglądają opiekują się tym, co stworzyli, naprawiają to, co się psuje. I z tego wynika, że świat jest otoczony troską, ale z powodu doskonałości samych bogów a nie ich miłości do tego, co stworzyli.
Można to bardziej popularnie (czy nawet poetycko) nazwać blaskiem samowystarczalności.
Bogom ten świat, który tworzą, nie jest potrzebny, ale troszczą się o niego tylko dlatego, że po prostu sami są doskonali. Tutaj chodzi o doskonałego rzemieślnika także w sensie doskonałości i odpowiedzialności moralnej. Bogowie są doskonali i lepsi i dlatego „czują się” odpowiedzialni. Zobaczmy, że bardzo ważne jest to, że Platon tutaj odchodzi od bogów w rozumieniu popularnej greckiej religii. Bogowie greckiej religii byli przecież kapryśni. A Platon mówi, że bogowie są lepsi i nieśmiertelni, więc muszą być także doskonali moralnie, czyli nie kierują się kaprysem, czy złośliwością, ale ich postępowanie też jest dobre.
Czy Platon mówi o opatrzności?
Jednak we wszystkich swoich tekstach Platon nie posługuje się jeszcze słowem, które będzie miało już w czasie całej późniejszej literaturze znaczenie opatrzność. Nazwanie troski bogów o świat i kierowaniem losami świata słowem pronoia będzie osiągnięciem Stoików.
To jest moja teza, którą w tej książce też mocno stawiam, dlatego że moim zdaniem w ogóle w tekstach Platona nie ma jeszcze słowa „pronoia” w znaczeniu opatrzność. W istniejących tłumaczeniach na języki współczesne tam, gdzie używa Platon terminu pronoia, to jest ono tłumaczone jako opatrzność (zwłaszcza w Timajosie). Tak naprawdę ono nie znaczy opatrzność, tylko Platon używa tego terminu w jego wcześniejszym znaczeniu, czyli jako zamysł, albo w znaczeniu prawniczym jako premedytacja. Na przykład w prawie greckim słowo pronoia oznaczało, że coś zostało zrobione z premedytacją, że musi być jakiś zamysłem działania, czy być intencja jakiegoś czynu. Ktoś mógł popełnić zły uczynek przez przypadek, albo z premedytacją – tu właśnie jest używane słowo „pronoia”.
Stoicy nadają opatrzności jej imię
Kiedy przejdziemy do Stoików, to musimy pamiętać, że w ich wizji, Bóg jest logosem (rozumem) rozproszonym w kosmosie. I w związku z tym rozwój kosmosu, czyli zdarzenia, które w nim się dzieją są niejako samą mechaniką tego kosmosu. Opatrzność to to, co dzieje się jakby wewnątrz w samej rzeczywistości, która się rozwija na sposób logiczny i konieczny i to właśnie nazywane jest opatrznością. Oni właśnie temu procesowi nadają nazwę pronoia. Zatem powiedzieć, że wszechświat jest rozumnie uporządkowany, to znaczy dokładnie to samo, co powiedzieć, że rządzi nim opatrzność. I w tym kontekście pronoia staje się kluczowym pojęciem rozumienia świata, świata, który sam w sposób uporzadkowany i rozumny żyje i się rozwija. Jeśli cokolwiek się zdarza w tym stoickim wszechświecie, to zdarza się tak dlatego, że on sam siebie myśli, czy sam siebie dogląda.
Kosmos bez twarzy – opieka bez miłości
Na koniec przywoływania greckiej myśli pogańskiej warto jedynie wspomnieć o wątku neoplatońskim tej historii, który rozegrał się od trzeciego do piątego wieku po Chrystusie. W przypadku neoplatoników także mamy do czynienia ze światem, którego dzieje toczą się według koniecznych praw pochodzenia wszystkich rzeczy z Jednego, które jest najwyższym bóstwem.
Podsumowując, ten grecki kosmos można nazwać wszechświatem bez twarzy. Opatrzność nie ma twarzy, czyli nie ma osobowości, ponieważ grecka opatrzność jest w istocie automatyczna. Są prawa przyrody, prawa kosmosu i zgodnie z tymi prawami kosmosu, zgodnie z doskonałością samych bogów, którzy są częścią też tego kosmosu, opatrzność jest regulacją żyjącego wszechświata. Bóstwa o których mówiliśmy nawet jeżeli posiadają jakieś oblicze, to jest ono zimne i obce tym, którzy im podlegają.
Aby lepiej to zobrazować powiedzmy, że opatrzność rządzi światem tak jak słońce. Ono daje światło, ale robi to w sposób konieczny, ponieważ jest słońcem, ponieważ ma taką naturę, że świeci, jest bezstronne, nikogo nie wyróżnia, jego promienie tak samo docierają do wszystkich. Zatem, choć może to nam się wydawać dziwne, jest to troska i opieka, ale bez miłości. Opatrzność ma strukturę i porządek, ale nie ma twarzy.
Biblia przynosi zupełnie inny obraz Boga
Dokładnie z takim pojęciem opatrzności spotyka się chrześcijaństwo. I tu właśnie pada kluczowe pytanie: „Co się stało pojęciem „pronoia” w momencie, kiedy ono się pojawia? Otóż Biblia przynosi tutaj dwie zasadnicze nowości.
Pierwsza nowość to jest ukazanie zupełnie innego obrazu Boga, który jest związany z człowiekiem przymierzem. I tutaj trzeba też zauważyć, że greckie pronoia, nie ma w ogóle hebrajskiego odpowiednika, to znaczy w Biblii hebrajskiej nie ma słowa, które można by na grecki przetłumaczyć jako pronoia, jako opatrzność. Oczywiście jest troska Boga o lud wybrany, to jest coś, co jest w Biblii oczywiste. Ale kiedy sięgniemy do ksiąg Pisma Świętego napisanych po grecku, to np. w Księdze Mądrości dwa razy jest użyte słowo pronoia. W obydwu przypadkach to słowo jest używane właśnie w tym kontekście – troski Boga o lud Izraela.
Opatrzność jako troska Boga o swój lud
Czyli opatrzność nie tyle wiąże się z losami świata, z tym, jak działa kosmos itd., tylko jest troską Boga, który powołuje swój lud, składa mu obietnice i zabezpiecza jego los, wyzwalając go z niewoli. Księga Mądrości wyraźnie pokazuje, że opatrzność polega na tym, że lud Izraela zawierzył Bogu, a Bóg się o nich troszczy, prowadząc ich z ziemi egipskiej. Podczas gdy poganie ufają swoim bożkom, które są drewniane i które nie działają, lud wybrany posiada Boga, który naprawdę działa, który jest dla swojego ludu itd. Tutaj też widać, że podstawą tej troski Boga nie są zasługi samego ludu, lecz miłość i wierność Boga. Zobaczcie, że mamy tu zupełnie inną koncepcję bóstwa jako takiego, które nie działa czy nie robi coś dlatego, że kocha człowieka.
Od doskonałości do miłości
To ciekawe, że Platon mówiąc o opatrzności, odchodzi od klasycznej greckiej koncepcji bóstwa, bóstwa kapryśnego, bóstwa nawet czasem niemoralnego i złowrogiego. Mówi, że bogowie są lepsi, w związku z tym muszą być lepsi moralnie, muszą się troszczyć o swoje dzieła. Jednak w tym miejscu się zatrzymuje, bo nie ma Objawienia. A tutaj mamy dodanie czegoś, czego w ogóle w greckiej myśli nie było, pojawia się Bóg, który kocha i robi coś ze względu na miłość do człowieka.
Ojcowie Kościoła zachowali grecki porządek, ale dodali miłość
Ciekawe więc, że Ojcowie Kościoła nie odrzucają tego greckiego pojęcia. Może dlatego, że po prostu nie wyobrażali sobie kosmosu w jakikolwiek inny sposób. Oczywiście pamiętamy, że jak patrzymy na greckich filozofów, to były szkoły, które całkowicie odrzucały opatrzność. Czyli na przykład Epikurejczycy czy wcześniej atomiści, z którymi polemizował Platon. Ojcowie Kościoła do tego stopnia przyjmują koncepcję opatrzności, że oceniają greckie szkoły filozoficzne jako dobre bądź złe, właśnie ze względu na to, że przyjmuje się w nich albo odrzuca pojęcie opatrzności. Oczywiście wszystkie dobre szkoły filozoficzne to są te, które wierzą w opatrzność, a te, które nie uznają opatrzności, są utożsamiane z głupią mądrością tego świata, o której pisze św. Paweł. Tych właśnie filozofów nie należy słuchać i nie należy uczyć się od nich rozumienia świata. Zatem mamy takie ciekawe podejście, że nawet jeśli oceniamy myśl pogańską, to podstawowym kryterium oceny staje się przyjęcie lub odrzucenie pojęcia opatrzności. Tu filozofia odrzucająca opatrzność to jest zła filozofia, to zły sposób myślenia, zły model kosmosu, zły model wszechświata. Zatem podsumowując do tej odziedziczonej po „dobrych” szkołach filozoficznych idei opatrzności porządkującej, rozumnie rządzącej światem, ojcowie dodali to, czego w filozofii greckiej nie było, czyli Boga, który kocha tych, o których się troszczy.
Wcielenie Chrystusa jako najwyższy dowód Opatrzności
I to bardzo wyraźnie widać już od samego początku w myśli u apologetów. Opatrzność przestaje być jedynie promieniowaniem doskonałości, ale staje się wyrazem miłości Boga i w związku z tym na przykład, jak czytamy już w bardziej rozwiniętej postaci u Klemensa Aleksandryjskiego i Orygenesa, najlepszym dowodem działania opatrzności Bożej nie jest to, że kosmos się kręci, tylko to, że Chrystus się wcielił, to, że umarł na krzyżu, to, że zmartwychwstał. To są dowody opatrzności Boga, ponieważ to jest dowód troski o człowieka i miłości do człowieka, dla którego Bóg się uniża i sam staje się człowiekiem.
Świat otrzymuje cel: Boży plan zbawienia
Zatem pierwsza rzecz, to dodanie miłości – miłującego Boga, a z tym łączy się jeszcze drugi aspekt, a mianowicie Ekonomia Zbawienia – Plan Zbawienia. Świat pogański miał już opatrzność, czyli kosmos był rządzony i bogowie się nim opiekowali, ale ten świat donikąd nie zmierzał. Greckie rozumienie świata było cykliczne i w związku z tym nie było celu, do którego opatrzność ten świat prowadziła. Natomiast w wersji chrześcijańskiej pojawia się Ekonomia Zbawienia, czyli Boża opatrzność to nie jest już tylko działanie wewnątrz samego kosmosu, ale raczej tylko to jest Boży Plan Zbawienia całej ludzkości i Boży Plan Zbawienia człowieka. Zatem opatrzność to jest to, co Bóg robi dla ludzi. Już od początku przy stworzeniu świata i człowieka Bóg ma cel i plan, wedle którego chce On wszystkich ludzi mieć przy sobie i chce im zapewnić zjednoczenie ze Sobą. Powołanie Abrahama, powołanie ludu Izraela, wyprowadzenie z Egiptu itp. to są wszystko wyrazy Opatrzności Bożej, ale tym najważniejszym centrum, w którym objawia się ten plan, jest właśnie wcielenie Chrystusa, Jego śmierć na krzyżu i zmartwychwstanie.
Poza tym wszystko, cała historia ludzkości zmierza ku sądowi ostatecznemu. W ten sposób (i to jest też moja teza), dodanie Ekonomii zbawienia wzmacnia po prostu ideę opatrzności, bo już nie tylko objawia się ona w porządku kosmosu, ale w planie Bożym. Zauważmy, że w ten sposób dopełnia się znaczenie greckiego słowa „pronoia” Bóg zaplanował, miał zamysł odnośnie do przeznaczenia i celu wszechświata już w momencie, kiedy go stwarzał. W tym sensie posiadał zamysł, czyli pronoię – pro – nous (pra intelekt), czyli w umyśle Boga istniał plan nie tylko odnośnie działania kosmosu, ale także celu, ku któremu zmierza.
Czas przestaje krążyć bez celu
Aby lepiej to ukazać trzeba jeszcze zwrócić uwagę na jeszcze inny aspekt, który łączy się z chrześcijańskim rozumieniem opatrzności. W chrześcijańskich ujęciach widać, że Biblia wprowadza zupełnie nowe rozumienie czasu. Grecki czas był cykliczny, dlatego opatrzność bogów zabezpieczała działanie wszechświata, ale nie służyła doprowadzeniu świata do jakiegoś celu, do jakiegoś zwieńczenia jego historii.
Dlaczego? Dlatego, że wszystko się powtarzało. Nawet jak Stoicy mówili o pożarze świata, to mówili o tym, że po tym końcu znanego nam świata wszystko na nowo zaczyna się rozwijać w kolejnym cyklu. Jeśli przypomnimy sobie, że ta sprawiedliwość kosmiczna, czy porządek kosmiczny łączy się z porządkiem sprawiedliwości, to kosmos j jest niejako skazany na popełnianie tych samych błędów, na to, że to samo zło się pojawi znowu i że ludzie będą ciągle popełniać te same błędy, jako że nie będzie ostatecznego rozliczenia i sądu.
Deizm i współczesny powrót do pogańskiej wizji świata
To jest bardzo ciekawe, że ten problem powraca później u Nietschego, który także wyciągnął wnioski odnośnie do ludzkiego życia i losu z dostępnych mu wyników nauk przyrodniczych. Wtedy wydawało się, że świat jest skazany na wieczne cykliczne powracanie a to oznacza, że my także jesteśmy skazani na to, że będziemy ciągle przeżywać to samo życie i ciągle popełniać te same błędy. Zatem w pewnym sensie ten grecki i pogański sposób widzenia kosmosu i opatrzności powraca w myśli nowożytnej i współczesnej. Bo przecież grecka opatrzność jest także bardzo podobna do deistycznego rozumienia relacji Boga do świata. Deizm to jest właśnie taka koncepcja Boga Rzemieślnika, który jest doskonałym zegarmistrzem i tworzy i ustawia świat jakby ustawiał zegarek. W tym sensie dobre działanie wszechświata wynika z samej doskonałości Zegarmistrza. Jednak deiści mocniej wierzyli w doskonałość Boga, skoro uważali, że może on stworzyć tak doskonały świat, że nie trzeba go już doglądać i się nim opiekować, tylko na wieki będzie on dobrze funkcjonował.
Zobaczmy, że w koncepcji deistycznej też nie ma miłości, doskonały Zegarmistrz nie kocha świata-mechanizmu, który stworzył, a na pewno nie kocha ludzi i nie tworzy i nie reguluje świata ze względu na nich. W deizmie nie ma też dnia sądu, a w wersji chrześcijańskiej historia zmierza od stworzenia ku końcowi, ku konkluzji wszystkiego. Dlatego każda chwila jest niepowtarzalna, nic się nie wróci, a to oznacza, że należy inaczej patrzyć na życie i je przeżywać. Zauważmy więc, że właśnie to pytanie o sprawiedliwość, które moim zdaniem w pewien sposób pchnęło Greków do poszukiwania porządku, znajduje tutaj pełniejszą odpowiedź, bo jeśli mamy zwieńczenie wszystkiego, to znaczy, że będzie nieuchronna nagroda za dobro i odpłata za zło przy końcu historii.
Chrześcijańska odpowiedź na problem zła
Wybiegając trochę do przodu, możemy zastanowić się, co wynika z głównych tez tej książki. Opatrzność się bardzo mocno łączy z problemem zła, które ja w książce tylko sygnalizuję Jakbyśmy w pogańskich systemach spróbowali to zło zrozumieć, no to raczej ciężko wyjaśnić cierpiącemu człowiekowi (jak na przykład mówili stoicy), że twoje cierpienie jest konieczne dlatego, żeby wszechświat działał w sposób uporządkowany i logiczny. Dla przykładu Epiktet tłumaczy to przy pomocy obrazu teatru. Życie jest jak uczestnictwo w sztuce teatralnej, gdzie jak kończy się seans trzeba zrobić miejsce dla tych, którzy przyjdą na kolejny seans. Człowiek też musi umrzeć, żeby teatr mógł działać dalej – kosmos mógł dalej się rozwijać. Zatem Stoicy mówią: umieraj człowieku, bo musisz zrobić miejsce dla innych, bo kosmos dalej istnieje, a ty jesteś tylko trybikiem w maszynie. Jest to bezosobowe i bezduszne.
W ujęciu chrześcijańskim problem zła nie znika, ale niejako zmienia kształt. Zło zostaje umieszczone w historii, która gdzieś zmierza. Ojcowie Kościoła przeciwstawiają złu – miłość. Bóg jest zatem miłością, która wchodzi w cierpienie i śmierć człowieka. Poza tym sam fakt, że wszystko co się dzieje, jest odniesione do przyszłego sądu. Zatem w chrześcijańskim ujęciu każde zło będzie rozliczone.
Problemem zła chciałem się zająć w mojej kolejnej książce, ale niestety w 2020 roku (czyli rok po wydaniu tej książki w języku polskim), ukazała się książka, która w dużej mierze ten problem podjęła. Chciałbym jednak podkreślić, że żeby właściwie rozwiązać ten problem, trzeba właśnie zacząć od problemu porządku świata, co jest zagadnieniem w moim przekonaniu fundamentalnym – bez niego nie da się wyjaśnić problemu zła.
Opatrzność a tajemnica ludzkiej wolności
Kolejny problem, który łączy się z widzeniem opatrzności jako porządku, to zagadnienie ludzkiej wolności. Chodzi tu o pytanie, w jakim sensie opatrzność kierująca losami świata ogranicza wolność człowieka. W przypadku opatrzności rozumianej mechanicznie i bez miłości człowiek jest po prostu sterowany, ale jak to wyjaśnić kiedy opatrzność sprawuje kochający Bóg? To jest właśnie temat na oddzielne badania, o tym jak problem się zmienia w pogańskiej i chrześcijańskiej wersji.
Stoicka lekcja spokoju wobec przeciwności
Na koniec chciałbym jeszcze dodać wątek z najnowszych moich badań, którego nie ma w książce. Stoicy przekładali swoje widzenie świata na konkretne ćwiczenia duchowe, na konkretną duchową postawę. W przypadku odniesienia problemu opatrzności do ludzkiego życia, ćwiczenie duchowe, które było z tym związane nazywane było „patrzeniem z góry”.
Czyli każde wydarzenie w życiu, zwłaszcza wydarzenie złe, nabiera właściwego znaczenia, czyli prawdziwego znaczenia, dopiero kiedy zobaczymy je w kontekście całego wszechświata. Chodzi oto, aby pytać, jakie znaczenie ma np. moja choroba dla całości kosmosu, w którym wszystko jest rządzone w sposób logiczny i opatrznościowy.
Stoicy uważali, że jesteśmy w stanie rozpoznać jakąś konkretną sytuację w życiu, do której się strasznie przywiązujemy i z którą bardzo przeżywamy dopiero w konfrontacji z całością kosmosu. Przywołany wyżej Epiktet pokazywał, że nawet jeśli poniosłeś porażkę albo spotkało cię zło itd., to w kontekście całego kosmosu to wydarzenie nie ma tak wielkiego znaczenia. Nie musisz się tak bardzo przywiązywać swoją świadomością do tego, że tak strasznie coś teraz przeżywasz. Prawdziwe znaczenie tego wydarzenia dla działania całego kosmosu jest po prostu znikome.
Chrześcijański „widok z góry”
Okazuje się, że chrześcijanie doskonale rozpoznali tę technikę terapeutyczną i ją stosowali.
Polegało to na tym, że teraźniejszość należy odnieść właśnie do historii zbawienia. Widzimy to czytając akta męczenników, którzy szli radośnie na śmierć, bo widzieli to swoje cierpienie i śmierć w kontekście Bożej ekonomii i przyszłego zbawienia – śmierć widzieli mając przed oczami przyszłe zmartwychwstanie.
Zobaczmy, że jest to właśnie stoickie ćwiczenie, które zostało opowiedziane po chrześcijańsku. Męczennicy są, w stanie zapanować nad swoim strachem przed śmiercią, bo widzą to wydarzenie oddania życia za Chrystusa w kontekście całej historii zbawienia, czyli Bożego planu dla ich własnego życia i zbawienia całej ludzkości. W literaturze przedmiotu pojawia się właśnie sugestia, że także możemy tu mówić o stoickim „widoku z góry”, ale nie w kontekście logiki działania wszechświata, tylko Bożej miłości objawiającej się w zbawczym planie.
Miłość nadaje Opatrzności ludzką twarz
Zatem wiara w Bożą opatrzność tak naprawdę pozwala człowiekowi na oderwanie się od jakichś przykrych wydarzeń życia, które dzieją się aktualnie po to, żeby zobaczyć, że tak naprawdę one będą miały swoje zwieńczenie i prowadzą do jakiegoś celu, który nadaje im sens. Widzimy więc, że chrześcijanie nie tylko przejęli samą koncepcję opatrzności, ale również wynikające z niej praktyczne wnioski dla kształtowania swojej duchowości.
Podsumowując można powiedzieć, że chrześcijanie podejmując grecką koncepcję opatrzności zachowują rozumienie świata i dziejów jako porządku, ale dodają do niej miłość Boga a zatem w ten sposób zyskuje ona cel, ale także wymiar osobowy, i można nawet powiedzieć, że nadaje jej oblicze.
Pytania i odpowiedzi
Mówił ksiądz, że opatrzność grecka „nie ma twarzy”, ale czy Mojry i inne greckie bóstwa związane z opatrznością nie są wyrazem tego, że także Grecy chcieli nadać opatrzności jakąś osobowość?
Mojry także można uważać, za wyraz pewnego automatyzmu spełniającego się w ludzkim życiu, ponieważ los jest wyznaczony z góry i jest zaplanowany tak, że musi się wydarzyć. Choć więc grecka opatrzność wydaje się mieć jakąś twarz (jest to twarz Mojry, Ananke, czy innych bóstw) jednak można powiedzieć, że jest to twarz obojętna i zimna, bez miłości. Homer przedstawia to tak, że także Zeus także podlega Mojrom i w pewnym sensie są one nawet większe od Zeusa. Zatem automatyczność podlega na tym, że z góry wyznaczony los musi się spełnić. W tym sensie te pierwotne ujęcia rozwiną się później w rozumienie mechaniki działania kosmosu oraz opieki i kierowania wydarzeniami przez bogów, które wynika z ich własnej doskonałości, choć oczywiście na tym pierwotnym etapie jeszcze nie jest to do końca wyrażone.
Dlaczego stoicy odnosili indywidualne ludzkie cierpienia i doświadczenia do losów całego kosmosu?
No właśnie, jaki jest sens odnoszenia wydarzeń z mojego życia do losów świata, skoro ten świat na pierwszy rzut oka jest nieuporządkowany, jest chaosem a wydarzenia z mojego życia wydają się być przypadkowe? Poza tym to jest trochę jakby powiedzieć, cierp za kosmos. Co prawda cierpisz, ale dla dobra całości. To faktycznie może wydawać się dziwnym i nie przekonującym tłumaczeniem, ale w wersji stoickiej przede wszystkim chodzi o to, żeby uspokoić skołataną duszę, która zamartwia się mało istotnymi wydarzeniami z życia, albo nadaje zbyt dużą wartość temu co się stało i ciągle nad tym myśli.
Czy pojęcie „pronoia” (opatrzność) jest pojęciem biblijnym?
Faktycznie nie ma hebrajskiego odpowiednika greckiego pojęcia pronoia. W książce odwołuję się do artykułów Krzysztofa Bardskiego, który usiłował znaleźć jakieś hebrajskie terminy, wyrażające troskę Boga o swój lud i konkretnego człowieka. Znalazł dwa takie terminy, ale one nigdzie nie są przekładane na język grecki jako pronoia. Ten termin się pojawia tylko w księgach Starego Testamentu, które powstały po grecku (Księdze Mądrości czy w Księgach Machabejskich). Zatem można powiedzieć, że pronoia nie jest pierwotnie pojęciem biblijnym, ale zostało włączone do ksiąg Starego Testamentu napisanych po grecku.
Jakie znaczenie dla chrześcijańskiego rozumienia opatrzności miała refleksja Ojców Kościoła?
Badając starożytną chrześcijańską koncepcję opatrzności można uznać, że w zasadzie w późniejszej teologii niewiele zostało do niej dopowiedziane. Ojcowie Kościoła ukuli pojęcie, które potem powszechnie było akceptowane. I w tym sensie opatrzność Boża u Ojców Kościoła jest fundamentem. Później oczywiście są liczne rozważania na ten temat, choćby u św. Tomasza z Akwinu, ale odnoszą się one już do tych podstawowych aspektów powiązania opatrzności z miłością Boga i ekonomią zbawienia.
Czym różnią się symbole Oka Opatrzności i ręki Boga w przedstawianiu Bożej opatrzności?
Co do symboliki wyrażającej ideę Bożej opatrzności, to myślę, że te symbole (Oka opatrzności i ręki Boga) wyrażają trochę co innego. Pierwszy przede wszystkim łączy opatrzność z poznaniem. Bóg wszystko widzi i wszystkim kieruje. Jego poznanie dosięga wszystkiego. Czyli krótko mówiąc, nic nie może uciec przed Jego planem i jego władzą.
A ta ręka boska (czy prawica Pańska z Psalmu 118) to jest wyraz woli Bożej, która się spełnia. Czyli tu jest chyba akcent działania Boga w konkretnych miejscach i konkretnym czasie. Czyli, chodzi już o konkretne działanie – konkretne akty woli Bożej, które się dzieją w życiu czy w losach narodów. To właśnie można nazwać interwencją Opatrzności.
Oko opatrzności powraca w XVII i XVIII w., kiedy pod wpływem rozwijających się nauk przyrodniczych powraca w pewien sposób stoicka koncepcja kosmosu, czyli w zasadzie koncepcja pogańska. Tyle tylko, że dla stoików kosmos był organizmem, który żyje i rozwija się według konkretnych praw kosmosu. Tutaj można mówić o jakiejś mechanice o maszynie która w jakiś sposób funkcjonuje. Natomiast nawiązanie do tego w epoce nowożytnej odbywa się już w innych warunkach. Zwłaszcza odkrycia Izaaka Newtona doprowadziły do rozumienia kosmosu jako mechanizmu, który funkcjonuje dzięki prawom przyrody. Wszystko więc dzieje się koniecznie według tych praw. Prawa te są powszechne i konieczne i dlatego stanowią zagrożenie dla ludzkiej wolności, jak to pokazały dyskusje w amerykańskiej filozofii drugiej połowy XXw. Bo skoro wszystkie atomy działają w jakiś sposób i skoro podlegają tym samym prawom przyrody, które wszystkim rządzą, to znaczy, że nie ma wolności, jako że człowiek i tak musi zrobić coś, co jest warunkowane działaniem owych praw. To bardzo ciekawe, ten powrót zależności ludzkiej wolności od praw przyrody.
Wracając jeszcze do deizmu, to do jego rozwinięcia przyczynił się chyba najbardziej Baruch Spinoza i jego koncepcja kosmosu, który jest rozwijającym się Bogiem. Jest to także sposób widzenia świata bardzo bliski stoicyzmowi.
Co współcześnie można uznać za największe zagrożenie dla realizacji Bożej opatrzności?
To dobre pytanie: Co się sprzeciwia najbardziej Bożej opatrzności. Skoro w wydaniu chrześcijańskim opatrzność Boża jest ukierunkowana na zbawienie człowieka, jest planem zbawienia człowieka i to jest ten najgłębszy wyraz opatrzności, to wszystko, co sprzeciwia się systemowo zbawieniu człowieka, jest również przeciwne Bożej opatrzności. To ogólna zasada, którą można by teraz uszczegółowić. Możemy tu o laicyzacji, problemie braku Boga we współczesnej kulturze, ale to wymaga głębszego zastanowienia i nie jestem w stanie wskazać od razu takiego jednego najpoważniejszego zagrożenia. Można jednak powiedzieć, że skoro Opatrzność Boża jest jakimś planem, to zły duch działając chce po prostu wprowadzić swoje plany doprowadzenia człowieka do potępienia i w ten sposób tworzyć jakąś anty-opatrzność. No to, jeśli w kulturze czy społeczeństwie jesteśmy w stanie dostrzec jakieś systemowe i planowe działanie tego typu, to mamy do czynienia z czymś co jest przeciwne opatrzności. Można by tu przywołać jakieś systemowe plany zniszczenia Kościoła, czyli np. komunizm można by tak rozumieć, ale też programowe wykorzenianie religii ze społeczeństwa itp. Czyli wszystkie te ideologie, które po prostu są przeciwko zbawieniu, których naczelnym celem jest to, żeby Boga jakby wypisać z ludzkiego życia i żeby zamknąć mu drogę do zbawienia.
Ale zgodnie z tym, co powiedzieliśmy, żeby nazwać to antyopatrznościowym, to musi to być jakimś działaniem planowym, nie wystarczy jednostkowe działanie w danym momencie. I oczywiście zły duch może też mieć jakiś antyplan, antyopatrzności, antybożej. Pamiętajmy jednak, że są to działania tylko pozornie skuteczne, nie w tym sensie, że nie one są działaniem złego ducha, czy są nierzeczywiste, ale w tym sensie, że złe duchy i ich plany i tak podlegają Bożej opatrzności. Św. Tomasz z Akwinu przypomina, że to jest właśnie największa kara dla złych duchów, że one uważają, iż mogą coś osiągnąć i zniszczyć człowieka, a tak naprawdę Pan Bóg to obraca w jeszcze większe dobro. I to jest największa kara dla nich, że złe duchy myślą, iż szkodząc zwyciężają, a tak naprawdę przyczyniają się do jeszcze większej łaski, ich działania i szkody, które czynią Boża opatrzności przekształca w jeszcze większe dobro i jeszcze większą chwałę.
Jak pogodzić Bożą opatrzność z faktem, że Bóg dopuszcza istnienie grzechu i zła?
To trudne zagadnienie, bo to, że Bóg zgadza się na grzech jest w pewnym sensie konsekwencją miłości. Dlaczego? Dlatego, że Pan Bóg stwarzając człowieka stworzył go z miłości. I teraz w momencie, kiedy zabierzemy człowiekowi wolność czy zabierzemy stworzeniom wolność, to razem z nią zostanie usunięta miłość. Miłość jest niemożliwa bez wolności. I jeśli jedna osoba nie wybiera w sposób wolny drugiej, to znaczy, że jest kukiełką, czy marionetką, w ręku tego drugiego, zmuszaną, albo manipulowaną do tego, aby wejść w relację, która już nie będzie prawdziwą miłością. A jeśli Bóg naprawdę kocha człowieka, to daje mu wolność, żeby mógł na tą miłość odpowiedzieć. I jeśli tak jest, no to w tym sensie właśnie zgoda Boga na grzech jest konsekwencją miłości. Żeby była miłość, musi być wolność. A co do tego zgadzają się chyba nawet współcześni filozofowie religii, którzy dyskutowali na temat wolności i zła. Okazuje się, że nie wystarczy, żeby człowiekowi tylko się wydawało, że jest wolny, podczas gdy tak naprawdę nie ma wyboru. Jeśli by wydawało mu się, że może wybrać zło, ale tak naprawdę nie może. Aby wolność była naprawdę możliwa musi być realna możliwość wyboru zła. Bo przecież to tak naprawdę nie jest wolność, kiedy komuś się tylko wydaje, że może, a tak naprawdę nie może. Gdyby Pan Bóg dał człowiekowi złudzenie wolności, to tak naprawdę by człowiekiem w pewien sposób manipulował.
Na tym właśnie polega chrześcijańskie rozumienie opatrzności, że Pan Bóg bierze pod uwagę to, że istnieje zło i z tego zła wyprowadza jeszcze większe dobro.
Czym chrześcijańskie rozumienie grzechu różni się od starożytnego pogańskiego rozumienia zła moralnego?
Aby to zrozumieć przypomnijmy, że starożytna pogańska myśl nie zna koncepcji grzechu. Zna zło moralne, natomiast nie zna grzechu jako przeciwstawienia się Bogu – koncepcja grzechu i łaski jest nieobecna. Chodzi o to, że tak naprawdę dla nich zło jest buntem przeciw cnocie (sprawiedliwości), czy wartościom, czy przeciwko porządkowi społecznemu, przeciwko czemuś, ale tam nie ma koncepcji grzechu w sensie takim, że jeśli ja wybieram zło, to przeciwstawiam się Bogu. Trudno z resztą myśleć o tym, że złe samo w sobie jest przeciwstawienie się bogom, którzy sami są źli, kapryśni i impulsywni. Dlatego zło, choć zaburza porządek, jest także częścią porządku. Tutaj zaś grzech nie tyle zaburza działania świata, co raczej ekonomię zbawienia.
prof. dr hab. Tomasz Stępień
Urodzony w 1969 r. w Warszawie, kapłan Archidiecezji Warszawskiej (święcenia przyjął w 1994 r.), profesor nauk humanistycznych w dyscyplinie filozofia, pracuje na Wydziale Teologicznym UKSW w Warszawie, wykłada także w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół historii filozofii starożytnej i średniowiecznej, oraz teologii dogmatycznej. Zajmuje się wzajemnymi relacjami filozofii i teologii, wiary i rozumu, filozofią późnej starożytności, angelologią, antropologią filozoficzną. Opublikował między innymi: Pseudo-Dionizy Areopagita chrześcijanin i platonik. Polemiczne aspekty Corpus Dioysiacum w kontekście mowy św. Pawła na Areopagu (Dz 17,22-31) (Warszawa 2010), Wprowadzenie do antropologii filozoficznej św. Tomasza z Akwinu (Warszawa 2013), Porządek i miłość. Koncepcja Opatrzności Bożej w myśli starożytnej (Warszawa 2019), Doktor Anielski o aniołach (Warszawa 2020)
