Droga Bożej Opatrzności
Wywiad z Janem Dawidem II Kuracińskim, autorem drogi krzyżowej eksponowanej na filarach Świątyni Opatrzności Bożej w Wilanowie.
Panie Janie, spotykamy się w Świątyni, gdzie Pana droga krzyżowa wreszcie znalazła swój dom. Pański profesor, Marian Wnuk, mawiał: „Budujcie formę tak, aby miała w sobie duszę”. Jak rzeźbiarz „buduje duszę” w tak twardym materiale jak drewno?
Twardy materiał mnie ukształtował. Jestem synem mało-rolnego, urodzonym na lessach sandomierskich. Dorastałem w biedzie, ale w atmosferze szacunku do elementarnych wartości. Dojrzewanie do bycia rzeźbiarzem to proces, który zaczyna się na długo przed pierwszym uderzeniem dłuta. Dla mnie budowanie duszy to szukanie prawdy o człowieku. W przypadku drogi krzyżowej nie mogłem po prostu wymyślić cierpienia. Musiałem je poczuć. Drewno jest materiałem żywym, ono stawia opór, ma swoje słoje, swoją historię – tak jak ludzkie życie. Pracując nad stacjami, czułem, że nie jestem sam. To była modlitwa. Czy któreś stacje się broniły? Każda! Bo każda wymagała ode mnie innego rodzaju pokory. Najtrudniej było oddać ten moment, w którym bóstwo miesza się z ludzką słabością.
Wspomina Pan często o swoim wieloletnim pobycie w Nowym Jorku i dominujących tam w sztuce hasłach: „Łam wszystkie zasady” czy „Żyj na takim luzie, aby cię niosło do końca”. Czy praca nad męką Pańską była rodzajem powrotu syna marnotrawnego do tradycji, o której pisał Sołżenicyn?
Nowy Jork to tygiel etniczny, który potrafi człowieka oszołomić, ale i wyjałowić. Mój powrót do Polski w latach dziewięćdziesiątych i lektura Listu do artystów Jana Pawła II, w którym powiedział: „Ten, kto stwarza, daje samo istnienie, wydobywa coś z nicości (…). Twórca natomiast wykorzystuje coś, co już istnieje i czemu on nadaje formę i znaczenie”, faktycznie były przełomem. Nabrałem wtedy pokory. Rzeźbienie drogi krzyżowej pozwoliło mi ostatecznie odciąć się od tego nowojorskiego zgiełku. To był mój powrót do korzeni, do tej wiary, którą widziałem u mamy czytającej Pismo Święte przy lampie naftowej.
Opatrzności Bożej to architektura surowa, betonowa, niemal matematyczna. Pana rzeźby są organiczne, ciepłe, drewniane.
Beton reprezentuje pewną potęgę i trwałość, ale to drewno niesie ciepło i bezpośredni kontakt z naturą, z życiem. Chciałem, aby moje stacje były łącznikiem między tą monumentalną przestrzenią a kruchym człowiekiem, który przychodzi się tu modlić. One mają przypomnieć, że Bóg stał się ciałem – zranionym, zmęczonym, ale pełnym miłości. Jak cienka jest granica między ludzkim cierpieniem a potęgą Wszechmocnego.
Podobno aby lepiej zrozumieć ciężar krzyża, sam Pan brał na ramiona drewnianą belkę w swojej pracowni. Jak to fizyczne doświadczenie bólu wpłynęło na dłuto rzeźbiarza?
Nie da się wyrzeźbić upadku i tego rodzaju doświadczeń, siedząc wygodnie w fotelu. Musiałem wiedzieć, jak napinają się mięśnie, jak ugina się kręgosłup, czym różni się pierwszy upadek od trzeciego, gdy organizm jest już u kresu wytrzymałości. Dzięki temu te rzeźby nie są „ładne” – one są prawdziwe. Widz ma poczuć ten ciężar, ma usłyszeć chrobot drewna o bruk i odczuć związany z tym ciężar fizyczny i psychiczny.
Gdyby mógł Pan wybrać jedną stację, która streszcza przesłanie Bożej Opatrzności w Pana życiu, która by to była?
Wybrałbym stację, w której Jezus spotyka Matkę. To jest moment największego bólu, ale i największej bliskości. W swoim życiu – od pasania krów moich rodziców i pierwszych dłutek z gwoździa, przez trudną emigrację w Nowym Jorku, aż po powrót do świętokrzyskiej Nowej Słupi – zawsze czułem tę opiekę. Nawet gdy znajdowałem obraz Chrystusa na śmietniku na Manhattanie, wiedziałem, że to znak. Cała moja twórczość to próba podziękowania za to, że Bóg zawsze wyciągał do mnie rękę, nawet gdy ja o Nim zapominałem.
Jan Dawid II Kuraciński – wybitny polski rzeźbiarz. Ukończył ASP w Warszawie (1968 r.) w pracowni prof. Mariana Wnuka. W 1973 r. wyjechał do Nowego Jorku, gdzie spędził dwadzieścia pięć lat. Działając pod pseudonimem Dawid II, założył na Manhattanie cenioną placówkę artystyczną David II Sculpture Studio. Pod koniec lat 90. XX w. powrócił do Polski i osiadł u stóp Gór Świętokrzyskich. W tym czasie przeszedł też głęboką przemianę wewnętrzną zainspirowaną nauczaniem św. Jana Pawła II oraz lekturą jego „Listu do artystów”, który stał się impulsem do oddania się sztuce sakralnej i patriotycznej
(Rozmowa została opublikowana w Magazynie „Dziękuję“ nr 1(71)/2026)





